Po co kupujemy produkty znanych firm, reklamowane w telewizji? Często dlatego, bo wierzymy (lub chcemy wierzyć), że są one lepsze niż owe „jedynki”, produkty niemarkowe i takie, które reklam się nie doczekały. Czasami tak bywa naprawdę. W większości jednak przypadków w cenie produktu droższego zawarty jest wyłącznie marketing, bo pod względem budowy, jakości, czy składu chemicznego nie różni się on niczym od tańszego odpowiednika.

Przykład w niniejszym wpisie pochodzi z sieci sklepów „Biedronka”, ale tak na prawdę, to znajdziemy ich dziesiątki, jeśli nie setki wokół siebie. Trzeba tylko nieco szerzej otworzyć oczy…

Masło firmy (marki?) „Pilos” jest ciekawym przykładem manipulowania przy pomocy sloganu (narzędzia wpływu) oraz marki (reguła wartości).

W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze sloganem typu stwierdzającego rzeczy oczywiste. Co bowiem jest odkrywczego w stwierdzeniu „znakomite na kanapki”?

Doskonałe na kanapki? No, co ty...

Doskonałe na kanapki? No, co ty...

Jeśli zaś chodzi o manipulację przy pomocy marki, to proszę sprawdzić gdzie i przez kogo masło firmy / marki „Pilos” jest produkowane:

„Zupka chińska! Ale produkowana w Radomiu!”

„Zupka chińska! Ale produkowana w Radomiu!”

Firma„Mlekowita” produkuje własne masło. Od masła „Pilos” różni je to, że to drugie nie jest reklamowane w telewizji. Oraz cena. I prawdopodobnie tylko to. Oczywiście może się tak zdarzyć, że do produkcji łaciatego masła „Mlekowita” użyto lepszych składników i stąd różnica w cenie. Jednakże doniesienia ujawnione na przestrzeni minionych lat wskazują, że takie sytuacje należą do rzadkości.

Zwykle natomiast jest tak, że towary są produkowane na identycznych liniach produkcyjnych, z użyciem tych samych technologii i zachowaniem takich samych procedur. Nie różni je absolutnie nic. Droższy jest natomiast reklamowany, a nakłady na marketing producent upycha w cenie. Efekt jest więc taki, że to my płacimy za nie, kupując produkt identyczny, jak tańszy, za wyższą cenę. Jeśli przy tym weźmie się pod uwagę, że ostatnimi czasy reklamy są coraz bardziej irytujące, to można się nieźle zdenerwować…

W samej tylko „Biedronce” można znaleźć znacznie więcej takich przykładów. Ot, weźmy choćby soki i napoje, których większość jest produkowana przez „Hortex” lub „Tymbark”. Mimo, że oficjane nazwy lub marki wcale na to nie wskazują. Trudno jednoznacznie ocenić, czy są one gorsze od „markowych” produktów. Na pewno są zaś tańsze, nieraz o połowę. Bo nie są reklamowane…