Wybierając się na zakupy do hipermarketu raczej nie bierze się ze sobą kalkulatora. A czasem warto byłoby to uczynić. Bo patrząc na te wszystkie promocje, obniżki i gratisy można dość do wniosku, że albo producenci mieli w szkole podstawowej pałę z matematyki albo im się trochę te procenty ponaciągały. Oczywiście, ani jedno, ani drugie. Faktycznie liczą oni na to, że w ferworze szybkich zakupów nie zwrócimy uwagi na lekkie naginanie prawdy.
Tym razem przykładem jest producent mlecznych deserów Miller i jego mleko smakowe. Niby druga butelka 50% gratis...
Bo tak przynajmniej twierdzą na promocyjnym opakowaniu zbiorczym:

Miller Milk - 50% gratis?
Tu ewentualne oszustwo (lub jak kto woli, gwiazdkę wyjaśniającą zasady promocji) można było dość łatwo wychwycić, bo na półce powyżej sprzedawany był ten sam produkt w pojedynczych, niepromocyjnych opakowaniach:
Policzmy więc. Jeżeli jedno opakowanie kosztuje 2,95 PLN to dwa będą kosztować 5,90 zł. Promocyjne opakowanie kosztuje 4,99 zł, czyli kupując je zyskujemy dokładnie 91 groszy. Ale to nie jest 50% mniej na drugiej butelce! Bo, ponownie, jeśli jedno opakowanie kosztuje 2,95 zł to aby było o połowę tańsze, musiałoby kosztować 1,48 PLN. To trochę więcej niż 0,91 zł.
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma sensu kruszyć kopii o nieco ponad pięćdziesiąt groszy. Jasne! Znacznie mniej wychodzi różnicy między ceną na półce a ceną przy kasie, gdy w marketach oszukują nas przy pomocy tzw. podwójnych cen. A i tak mało kto się o tego rodzaju manipulację oburza, dzięki czemu nawet przy mniejszych różnicach oszukańcze firmy i sieci handlowe zarabiają krocie.
Warto dochodzić swojego i piętnować każdą formę oszustwa, czy manipulacji choćby po to, by pokazać, że nie jest się obojętnym.
