Do socjotechnika.net napisał czytelnik proszący o zachowanie anonimowości. Skusiło go jedno z ogłoszeń drobnych (w Gazecie Wyborczej), obiecujące za marne kilkadziesiąt złotych pośrednictwo w uzyskaniu zatrudnienia na platformie wiertniczej. Gdzie jakoby pensja miała wynosić osiem do dziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Dla wielu osób z góry już wiadomo, że to oszustwo, ale z listu czytelnika można odczytać wiele ciekawostek, z których być może nie każdy zdaje sobie sprawę.

Po odebraniu przesyłki płatnej za zaliczeniem pocztowym 40,50 zł w środku można znaleźć kilkanaście stron A4 będących wyjątkowo marnej jakości odbitkami oryginalnych dokumentów. Wśród nich jest formularz zgłoszeniowy do kilku katalogów zbierających dane chętnych do pracy na platformach. Głębsza analiza sprawy (m.in. przeszukanie Internetu) ujawnia, że nabór do pracy jak najbardziej jest, tylko firma-pośrednik zapomniała wspomnieć o kilku detalach:

  1. Aby otrzymywać pensję w okolicach dziesięciu tysięcy złotych trzeba być wysokiej klasy specjalistą, z licznymi certyfikatami, tytułami, oczywiście wyższym wykształceniem i całą masą pozwoleń: na pracę na morzu, na pracę na wysokości, na pracę w odosobnieniu (dość trudne do przejścia badania psychologiczne) itd. Ogólnie rzecz ujmując, warunki takie spełnia może kilkanaście osób w Polsce, a one nie muszą posiłkować się ogłoszeniami drobnymi z Gazety Wyborczej, bo o takich specjalistów firmy z branży wydobywczej same się zabijają.
  2. Można pracować jako szeregowy pracownik na platformie. Nie potrzeba do tego żadnych specjalnych dokumentów, czy pozwoleń, ani nawet nie jest wymagana znajomość języka angielskiego (dla takich osób pracodawca organizuje kurs językowy na początku zatrudnienia). Problem w tym – o czym również pośrednik zapomniał wspomnieć – że firmy zatrudniające takie osoby maja na pęczki mieszkańców bloku wschodniego Europy, biednych krajów Dalekiego Wschodu lub z Ameryki Południowej. Którzy są gotowi pracować w tych niezwykle trudnych warunkach za pensje, na którą typowy Polak nawet by nie spojrzał.

Podsumowując, praca na platformach jest, a firma pośrednicząca wywiązuje się ze swojego zadania, dostarczając dokumenty mogące ułatwić rejestrację w biurze pośrednictwa do pracy w takich warunkach. Co więcej – umożliwia ona nawet przetłumaczenie dokumentów (oczywiście za dodatkową opłatą) osobom, które naprawdę ni w ząb angielskiego. Sęk w tym, że tak na prawdę to pracy nie ma, jeśli uwzględni się powyższe założenia, sprytnie przez takiego pośrednika przemilczane…