W poniedziałek rzecznik Ministerstwa Finansów poinformował, że na przededniu upływu terminu składania deklaracji podatkowych, na około siedemnaście milionów PITów spodziewanych w tym roku, jedynie dwieście czterdzieści tysięcy z nich (1,41%) zostało lub zostanie przesłane drogą elektroniczną. Ta liczba z jednej strony nie dziwi, a z drugiej zaskakuje bardzo…

ePit daje duże korzyści, jak choćby natychmiastowa wstępna weryfikacja wprowadzonych wartości, przypominanie o brakujących załącznikach, czy brak konieczności stania w kolejkach. Biorąc jednak pod uwagę dostępność i popularność Internetu wśród osób, które deklaracje PIT składają, poziom świadomości (że w ogóle można je przesyłać drogą elektroniczną) oraz ciągle duże problemy z podpisem elektronicznym, dwa procent, odsetek poniżej błędu statystycznego, nie tylko nie powinien dziwić, ale wręcz winien być powodem zadowolenia. Wszak, dwieście czterdzieści tysięcy to wcale nie tak mało.

Jakże jednak żenująco nisko wygląda ta liczba w zestawieniu z kilkoma miliardami złotych zarobionymi (całkowicie legalnie, uczciwie, w majestacie prawa i z zachowaniem wszelkich przetargowych prawideł! :) przez firmy takie jak Prokom, na informatyzacji ZUSu, urzędów skarbowych i innych instytucji tego rodzaju? Informatyzacji, która kosztowała olbrzymie kwoty, trwa latami, a nadal wygląda gorzej niż w niektórych republikach bananowych! A miała być źródłem wygody podatników i oszczędności państwa (poprzez radykalne zmniejszenie armii pracowników US oraz liczby popełnianych przez nich błędów związanych z odszkodowaniami). Oszczędności w pięknych, a naiwnych wizjach wielokrotnie wyższych od poniesionych wydatków.

Miało być tak pięknie, a wyszło, jak zwykle…