Erupcja wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii spowodowała poważne utrudnienia w ruchu lotniczym nad Europą. Nie da się ukryć, że jest to drugie prawdopodobnie bezprecedensowe wydarzenie w historii Europy (krótkiej — samoloty latają ledwie sto lat — ale jednak), obok katastrofy polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem, jakie wydarzyło się w ciągu zaledwie tygodnia czasu. Również i wokół tego wydarzenia narosło sporo absurdów i sytuacji pozbawionych sensu…

Oto najważniejsze z nich:

Pierwszy. Kompanie lotnicze twierdzą, że dziennie tracą… 250 milionów euro! Dziennie? Dwieście pięćdziesiąt milionów? Ktoś chyba bardzo optymistycznie spojrzał, uwzględniając koszty wakacji prezesów na Karaibach. Samoloty stały na ziemi, więc:

  • nie zużywały paliwa lotniczego (najdroższy składnik ceny biletu),
  • nie produkowały CO2 — brak opłat środowiskowych,
  • nie płacono załodze — bo pensje (szczególnie w tanich liniach lotniczych) są płacone od ilości rejsów, a nie stałe,
  • brak opłat za obsługę w powietrzu i na lotniskach,
  • odszkodowania płacić nie trzeba — bo to działanie siły wyższej.
  • w zasadzie — brak jakichkolwiek opłat poza postojowymi i zapewnieniem jako takiego wsparcia dla pasażerów, którzy uwięźli na lotniskach, choć w przypadku tanich linii lotniczych i z tym bywa zwykle bardzo marnie.

I tak dalej. Skąd więc te dwieście pięćdziesiąt milionów euro dziennie, czyli do dnia dzisiejszego już przeszło miliard euro? Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że prawdopodobnie większą część kosztów towarzystwa lotnicze odzyskają, bo są ubezpieczone na okoliczność niemożliwości świadczenia usług!

Drugi. Całkowity brak lotów, zamknięcie całej przestrzeni powietrznej mimo, że w większości obszarów Europy chmura pyłów unosiła się od szóstego do jedenastego kilometra nad powierzchnią ziemi. Loty poniżej 6000 metrów były więc możliwe i odbywałyby się względnie bezproblemowo. Co udowodniły na przykład, niektóre delegacje przybywające na pogrzeb pary prezydenckiej.

Trzeci. Hitem absurdów jest informacja z wczoraj — Komisja Europejska rozważa wypłatę kompaniom lotniczym odszkodowania za zaistniałą sytuację i poniesione straty. Niewielu jest myślących i rozumnych ludzi, którzy rozumieją, dlaczego z naszych podatków miałyby być dofinansowane prywatne firmy, które nie dość, że są ubezpieczone na podobne okoliczności, to jeszcze — zasłaniając się działaniem siły wyższej — odmówiły wypłaty odszkodowań pasażerom? Summa summarum — my zapłacimy z naszych podatków kompaniom lotniczym, ale ci którzy siedzą od kilku dni na lotniskach z tego samego tytułu nie otrzymają ani grosza. Dlaczego działanie siły wyższej może być argumentem przed wypłatą odszkodowania pasażerom, a nie jest przy rozważaniu takiego samego odszkodowania kompaniom lotniczym — wiedzą wyłącznie jajogłowi politycy w Brukseli.

Czwarty. Ta sama Komisja Europejska potrzebowała aż pięciu dni na zorganizowanie telekonferencji ministrów transportu państw członkowskich mimo, że mamy do czynienia z wydarzeniem precedensowym w nowożytnej historii Europy, w którym decyzje musiały być podejmowane w ciągu godzin, a nie dni i mimo, że w ciągu tych pięciu dni około siedemset pięćdziesiąt tysięcy pasażerów tkwiło uwięzionych na lotniskach. Europejska władza dała popis swoich kompetencji.

Ponieważ erupcja wulkanu nadal trwa i może potrwać jeszcze tygodniami, a przestrzenie powietrzne nad Europą są raz wyłączane, a raz włączane — należy spodziewać się, że lista absurdów związanych z tym wydarzeniem będzie się wydłużać.