Oczywiście, nie! Ale do takiego wniosku można by dojść przyglądając się bliżej trikom marketingowym i narzędziom wpływu stosowanym w reklamie i sprzedaży produktów najczęściej przez panie stosowanych — kosmetyków oraz środków chemii gospodarczej. W niektórych przypadkach, czytając zwroty i określenia, jakie pojawiają się na tych produktach, można albo złapać się za głowę, albo pomyśleć, że producent uznał 100% swoich klientek za idiotki.

U ludzi inteligentnych cytowane zwroty często wywołują gromki śmiech, dlatego wpis został przydzielony jednocześnie do kategorii humor. Nie wolno jednak zapominać, że mamy do czynienia z typową manipulacją. A dzisiejszy program sponsorują literki s… l… o… g… a… n… y…

Slogany (narzędzia wpływu) dzielą się generalnie na trzy grupy. Do jednej z nich należą zwroty, które nie stwierdzają nic odkrywczego lub wręcz są zupełnie pozbawione sensu. Do tej grupy należą wszystkie slogany, jakie można znaleźć na produktach w damskiej toaletce lub pomieszczeniu gospodarczym. W tego typu manipulacji można również próbować doszukiwać się znamion reguły autorytetu w postaci mądrze brzmiącego bełkotu. Który — prawdopodobnie wedle celowych działań producenta — ma rozbrajać co mniej inteligentnych odbiorców. W myśl zasady, że jeśli coś mądrze brzmi to musi to być dobre.

No, a teraz, po przydługim wstępie, słodkie konkreciki. Ranking największych głupot znalezionych w szafce z kosmetykami twojej babci, mamy, siostry, żony, córki, dziewczyny lub kochanki:

Miejsce pierwsze. Za całokształt. Soraya — mistrz świata w traktowaniu swoich klientek, jak skończonych debilek:

Geometryczny morpho-krem przeciwzmarszczkowy na dzień z grupy Morpho Kosmetyków, który służy do remodelowania i odmłodzenia owalu twarzy oraz Inteligentnej Regeneracji Skóry.

Hm… Wygląda więc na to, że można gdzieś znaleźć kremy niegeometryczne, skoro Soraya sprzedaje ich przeciwniki. Nie jest do końca też jasne, czym różni się morpho-krem od zwykłego kremu, ani dlaczego grupa Morpho Kosmetyków i Inteligentna Regeneracja Skóry zostały napisane z dużych liter? Ktoś się chyba za dużo naczytał tekstów angielskich, gdzie w taki sposób wyróżnia się tytuły. Może to nazwa własna, choć pewnie co najmniej kilku polonistów by się wściekło.

Miejsce drugie. Również Soraya, ex equo. Za tonik bezalkoholowy zawierający w swoim składzie między innymi „czystą witaminę E” (widział ktoś brudne witaminy?) oraz „aktywną witaminę A” (słyszał ktoś o nieaktywnych?).

Miejsce trzecie. Bliżej nieznany (stara notatka) balsam do ciała, zawierający „żywą wodę z owoców”! Czy ktokolwiek widział „martwą wodę”? I co to w ogóle jest „woda z owoców”? Kompot? Co ona ma wspólnego z balsamem do ciała? Tak, tak — Kleopatra kąpała się w mleku. Ale żeby w kompocie?

Miejsce czwarte. Garnier Fructis Style — „nutri-gładki” (WTF?) lakier do włosów, zawierający „wzmacniające mikrowoski z owoców”. Dowód poniżej:

Nutri-gładki?

Nutri-gładki?

Co to są „mikrowoski” nie wiemy! Lecz jeszcze bardziej zastanawia nas fakt, jakim cudem producentowi lakieru do włosów udało się uzyskać wosk (nie ważne — mikro, czy makro) z owoców, skoro woski to (cytat za Wikipedią) „estry wyższych kwasów tłuszczowych (…) oraz wyższych alkoholi (…)”, a z tego, co uczyli na biologii w piątej klasie podstawówki wynika, że owoce tłuszczów mają jak na lekarstwo, czyli prawie wcale!

Miejsca pięć do ???. Wybierz się na wyprawę. Krótszą, do własnej łazienki lub dłuższą — do działu kosmetycznego w najbliższym hipermarkecie. Ubaw i mile spędzony czas gwarantowany. Chociaż, ponownie, śmiać się w sumie nie ma z czego. Bo jakże tu się śmiać z tego, że ktoś świadomie i z premedytacją robi durniów z połowy społeczeństwa (co najmniej, bo wszak mężczyźni też czasem kupują te produkty swoim kobietom i też czasem „łykają” te kretynizmy).

Jak wspomniano we wstępie, grupa nie ogranicza się tylko do kosmetyków. Co jakiś czas na przykład producenci proszków do prania bombardują nas „kuleczkami tlenu” lub podobnymi zwrotami, na dźwięk których połowa naukowców dostaje palpitacji serca…

Jako podsumowanie warto zacytować regułę wzajemności. Mało jest tych, którzy lubią, jak świadomie i z premedytacją robi się z nich durniów. Jeśli więc producent licząc na naszą naiwność tak nas traktuje, to warto odpłacić mu się pięknym za nadobne i z wzajemnością nie kupować jego produktów. Wbrew pozorom, w sklepach chemicznych ciągle jeszcze dostępnych jest pełno kosmetyków, których marketing i reklama nie wymagają stosowania sloganów tak żenująco niskiego poziomu, że po ich przeczytaniu szczęka może zwichnąć się w zawiasie. Od śmiechu, zdziwienia lub miny politowania…