Na jednej ze śląskich piekarni można znaleźć taką oto plakietkę:

Choć niektórzy mogą postrzegać to jako inwigilację, czy brak swobody, nie jest to niczym złym. Znając, jak działa reguła wzajemności, pracodawca ma prawo oczekiwać, że klient jego sklepu będzie dobrze obsługiwany, bo w przeciwnym przypadku może on przejść do konkurencji. Aby jeszcze bardziej polepszyć ową obsługę, daje on klientowi możliwość zgłaszania wszelkich uwag.

Podobny zabieg stosuje wiele firm zagranicą w stosunku do przedstawicieli handlowych. Wiadomo bowiem, że posiadacze tzw. samochodów firmowych należą do najgorszych kierowców na świecie. To z kolei wynika z działania odwróconej reguły niedostępności. Nie trzeba się martwić o samochód, za którego naprawę czy wymianę na nowy nie przyjdzie nam zapłacić. Jest też drugie dno. Pirat drogowy porusza się pojazdem, z którego aż kują w oczy logo i nazwa firmy, którą reprezentuje.

Inni kierowcy, którzy zmuszeni są przez takiego wariata do niebezpiecznych manewrów lub tacy, który po prostu nie podoba się przekraczanie prędkości, wymuszanie pierwszeństwa albo parkowanie gdzie popadnie samochodów przedstawicieli handlowych swoje negatywne wrażenia będą kojarzyć nie z anonimowym panem kierowcą tylko z firmą, do której pojazd należy. To z kolei (ponownie reguła wzajemności) może przekładać się na utratę klientów przez firmę tylko dlatego, że pan przedstawiciel handlowy miał gorszy dzień i urządził sobie mały wyścig lub zaparkował samochód firmowy na trawniku.

Zagraniczne firmy nie mogą i nie chcą sobie na coś takiego pozwolić. Toteż podróżując poza granicami Polski nie jest rzeczą dziwną zauważyć wspomniane samochody firmowe, które oprócz logo i nazwy firmy mają też widoczne, wyraźne teksty typu: „Nie podoba ci się, jak jeżdżę? Dzwoń do mojego szefa!” i numer telefonu pod którym można zgłosić wybryki takiego przedstawiciela handlowego z lekkim, chwilowym przerostem testosteronu.

Dla firm to same plusy. Mniej utraconych klientów i… mniej wydatków na naprawę stłuczek i kolizji samochodów firmowych. Dla nas również. Kierowcy z takim napisem na samochodzie jeżdżą, jak przysłowiowe potulne baranki, co na pewno przekłada się na mniejszą liczbę wypadków, rannych, czy zabitych.

Nam zaś pozostaje ubolewać, że rozwiązanie dość popularne poza granicami Polski, u nas jak na razie przyjęło się jedynie w przypadku piekarń, a na polskich drogach raczej trudno jest je jeszcze dostrzec…