W jednym sklepie, na jednej półce sklepowej, udało się sfotografować dwa praktycznie identyczne blendery. Jeden droższy od drugiego o dziesięć złotych. Czym się różniły? Ano… kolorem guzika włączającego i… producentem. Dwie różne firmy wyprodukowały dwa niemalże identyczne urządzenia, choć zachodzi podejrzenie, że oba opuściły tą samą fabrykę, a być może przypłynęły do nas z Chin na tym samym statku…

Pierwszy, droższy sygnowany był przez znaną firmę — Clatronic. Od czasu do czasu emituje ona reklamy w mediach, choć w tym przypadku dość rzadko. Ale za reklamy płaci oczywiście konsument i widać to wyraźnie w cenie. Drugi wyprodukowała firma Optimum, o której chyba mało kto słyszał. Czym różniły się oba, poza ceną? Cóż… po wnikliwiej analizie organoleptycznej — ostatnio dość popularne słowo — okazało się, że kolorem klawisza uruchamiającego urządzenie. W jednym modelu był on szary, w drugim — czarny. Z resztą, widać to na poniższej fotografii (niestety słabej jakości jako, że wykonana leciwym telefonem komórkowym), że oba urządzenia niewiele się od siebie różnią.

Dwa blendery w koncie stały... :)

Dwa blendery w koncie stały... :)

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że tania tandeta z Chin jest… tandetna i tania. Wiele osób wciąż jednak uważa, że warto inwestować w drogie, a markowe produkty, bo są wykonane w nowoczesnych fabrykach, przy użyciu nowszych technologii i z lepszych elementów. Powyższy przykład udowadnia, że niestety tak nie jest. Okazuje się, ze wiele produktów opuszcza te same fabryki, a my dopłacamy jedynie za znaną etykietkę producenta oraz ewentualnie naiwnie zwracamy mu wydatki poniesione na marketing.

To jest w pewnym sensie błędne koło. Znany producent wydaje krocie na reklamy po to, by konsumenci kupowali jego produkty, które nie różnią się od taniej konkurencji niczym — poza ceną — a różnica w cenie to właśnie owe krocie wydane na reklamę.

Problem nie jest nowy. Już kilka lat temu wybuchła afera, dobrze wyciszana, więc nie każdy o niej słyszał, gdy okazało się, że rzekomo najlepsze i najdroższe perfumy i kosmetyki, sygnowane przez wielkie koncerny i reklamowane przez gwiazdy światowego formatu są produkowane w tych fabrykach, w których powstaje tania konkurencja. Różnica w cenie (nieraz horrendalna — trzykrotna w przypadku największych oszustów tej branży) pokrywała wyłącznie bardzo wyśrubowane gaże tych gwiazd oraz idące w miliony nakłady na reklamy. I nie miała żadnego przełożenia na rzekomo lepszą jakość…

P. S.: W hipermarkecie spożywczym, w którym udało się sfotografować oba produkty, różnica w cenie wynosiła zaledwie (lub może aż) dziesięć złotych. W stojącym kilkaset metrów dalej (to samo centrum handlowe) markecie znanej sieci RTV i AGD blender firmy Clatronic kosztował ponad sto złotych. A różnica wynosząca ponad 20 zł to już, jakby na to nie patrzeć 1/4 podstawowej ceny (taniego odpowiednika — blendera Optimum za 80 zł). Czyli… 25% podarowane producentowi za nic lub za odrobinę snobizmu — zadowolenia z faktu posiadania znanej tabliczki w miejsce taniej tandety z Chin. Czy aby na pewno o to chodzi?