W polskich hipermarketach ze sprzętem elektronicznym i AGD ciągle obowiązuje jeszcze teoria manipulowania odbiorcy, ile tylko wlezie. Czego przykładem jest ciągłe wciskanie kitu pod tytułem „raty zero procent”. Wierzą w to już tylko nieliczni, wyjątkowo naiwni. Ale menedżerom wielkich sieci handlowych nie przeszkadza to nadal w epatowaniu tego typu sloganami. W Wielkiej Brytanii już dawno zrezygnowano z takiego oszukiwania klienta, bo zorientowano się, że zysk na tym jest nieporównywalnie niższy od utraty zaufania i niszczenia wizerunku marki lub sieci. Widać, brytyjscy menedżerowie czytali inne książki…

Oto przykład typowej etykietki cenowej z informacjami o zakupie na raty:

Jasne raty w GB

Mamy tu wyraźnie wymienione wszystkie informacje o proponowanym systemie ratalnym. W tym najważniejsze – ile zapłacimy bankowi (interest charge) jeśli zdecydujemy się na raty, zamiast gotówki. Tego wszystkiego ciągle w Polsce brakuje, a pytanie, kiedy u nas pojawią się takie jasne, przejrzyste i niezawierające grama oszustwa etykiety cenowe – jest ciągle pytaniem pozostawionym bez odpowiedzi.

Fotografia etykiety pochodzi ze sklepu Tesco, największej sieci hipermarketów w Wielkiej Brytanii.